Czy można sobie wyobrazić lepszy początek działalności Fundacji niż strzelanie z łuku w Chinach? Niesamowite, ale to właśnie z Chin Polskie Łucznictwo Tradycyjne mówi “Witaj świecie!”
W dniach 5-9 września 2025 nasza ekipa miała ogromną przyjemność uczestniczyć w 8 Międzynarodowym Turnieju Łucznictwa Tradycyjnego „Pięciokolorowa Święta Strzała” w Chinach. Polskie Łucznictwo Tradycyjne reprezentowaliśmy w składzie: Włodek Woźnica, Piotr Żymuła, Sylwia Korycka-Żymuła (Łucznicy Rozembark) oraz Daniel Oleksiuk i Jacek Piech (Poleska Grupa Łucznicza).
Turniej odbył się w powiecie Jainca (Jianzha), w Tybetańskiej Prefekturze Autonomicznej Huangnan, w prowincji Qinghai. A jak było? Zobaczcie zdjęciam przeczytajcie barwną relację Piotra i poczujcie z nami ten klimat!
“Cokolwiek by nie napisać, to będzie za mało. Rozmach i jeszcze raz rozmach. Część z naszej ekipy była pierwszy raz, część drugi czy trzeci. Każdy pewnie po swojemu odbierał całe to wydarzenie. Jedno jest pewne, było to największe skupisko wariatów, bo jak inaczej nazwać ludzi, którzy lecą kilkanaście i więcej tysięcy kilometrów, spędzają w drodze po kilka dni żeby oddać 16, no może 24 czy 28 strzał turniejowych.
Tam łuk i strzały są wytrychem, talizmanem, który otwiera ludzi i miejsca. Już na lotnisku w Pekinie urzędnik imigracyjny widząc zaproszenie Sylwii, z uśmiechem pokazywał kolegom, po co jedziemy. Na miejscu, mieszkańcy widząc łuk, strzały, logo na koszulkach, okazują życzliwość, zaczepiają, są ciekawi skąd się przyjechało. Podobnie my byliśmy ciekawi i miejscowych i przyjezdnych łuczników, czy to z chińskich prowincji czy innych krajów bliższych nam i dalszych. Z Rumuni, Brazylii, Mongolii, Niemiec, Uzbekistanu, Korei, Indonezji itd…
To tu trafia się na człowieka który w zasadzie nas nie zna i zaprasza do siebie na kolację/ucztę a łuk i strzały wystarczą za tłumacza. To tu wjedziesz taksówką w góry prawie na 3000 m n.p.m w Parku Kanbula. Świątynia buddyjska, manufaktura tkacka, sklep z meblami tybetańskimi, nocny targ a zarazem wesołe miasteczko. Strzelnice łucznicze – proszę bardzo! Bierzesz sprzęt i możesz postrzelać w towarzystwie miejscowych. Pooglądać ich łuki i strzały. Podpatrzeć jak strzelają. Zresztą oni robili to samo. A w trakcie turnieju każdy celny strzał nagradzały brawa, jęk zawodu na trybunach pojawiał się przy minimalnych pudłach. Nie ma kunktatorstwa, trzeba strzelać po bandzie w wierzchołek trójkąta, co tam 60 metrów, trafienie w dolną cześć nic nie daje bo wygrywa ten zespół który ma strzałę wyżej na trójkącie a sędziowie liczą odległość co do milimetra. Warto było.”
Podsumowując wyjazd, Piotr zadał jeszcze jedno ważne pytanie: “Całkiem inne podejście do turnieju. Inne liczenie punktów, ostatni strzał potrafi wszystko wywrócić. Znajdą się chętni żeby u nas tak postrzelać?”
I co myślicie? Chcielibyście tak postrzelać?


















